poniedziałek, 23 maja 2016

Dziewczyna z pierwszej ławki

Na lekcji wychowawczej, której nauczycielka prowadzi również chemię, poruszony jest temat makijażu. Gimnazjalistki w owej klasie lubią pięknie wyglądać i emanują swoją nową kobiecością nie tylko za pomocą dopasowanych strojów a także za pomocą cieni do oczu, tuszu do rzęs, różu do policzków i błyszczyków w różnych odcieniach. Jest garstka dziewczynek, które tego nie robią, ale niewielka. Nauczyciel więc zaczął lekcję od przypomnienia regulaminu szkoły, który uprasza by dziewczyny nie przychodziły do szkoły w makijażu.



Jedna z dziewczyn zapytałą:
- A dlaczego paszczury z pierwszej ławki obok drzwi mogą nakładać makijaż a my nie?
Cała klasa w śmiech. Nauczycielka początkowo nie zrozumiała pytania, przynajmniej tak udawała, i poprosiła o jego powtórzenie.

- Pierwsza ławka obok drzwi może się malować?
Pani lekko się zaśmiała i podeszła do dwóch dziewczyn z pierwszej ławki.
- No dziewczynki, wy się malujecie? - I jednej dotknęła brwi, drugiej pogładziła po policzkach. Makijażu nie było.
Nauczyciel nie poruszył incydentu wyzwiska czy też złego traktowania dziewczynek przez resztę klasy. Tematu makijażu też już nie było.
Dziewczyny z pierwszej ławki pochodziły z biedniejszych rodzin, których nie stać było na markowe ciuchy i inne drogie dodatki. Jedna miała naturalnie ciemną oprawę brwi, trądzik i niedoskonałości w uśmiechu. Druga tendencję do rumienia się w stresowych sytuacjach. Były wyzywane od małp, hiv'ów i paszczurów w podstawówce i w gimnazjum. Nauczyciele to widzieli jednak nic z tym nie robili.


Innym razem, znacznie wcześniej, wychowawczyni w podstawówce, podjęła ważny temat odnośnie jednego kolegi nieobecnego już przez dłuższy czas. Podała przyczynę nieuczęszczania do szkoły prosząc jednocześnie by po powrocie przyjąć go serdecznie bez żadnego rodzaju wyzwisk. Chłopak ciężko przechodził dojrzewanie i trądzik z tym związany. Bał się przyjść do szkoły, bo nie chciał być wyzywany jak paszczury. Nauczyciel zignorował powód.

Nadal są takie sytuacje w szkołach.
Chcąc nie chcąc nauczyciel ma związane ręce. Tak naprawdę nie wiele może zrobić w takich sytuacjach, bo wie, że wszelkie napominania mogą pogłębić problem i raczej nie przyniosą tym dzieciom nowych przyjaciół. Wszyscy doskonale wiedzą skąd biorą się tego typu prześladowania i walka z nimi jest jak walka z wiatrakami. Ciężko jest okiełznać swoje relacje domowe z przeszłości a co dopiero namawiać innych rodziców do nauki tolerancji. Po rodzicach widać jaki mają stosunek do innych ludzi.
Swoją drogą szkoła, która jest, mimo wszystko, zbieraniną dzieci z różnych środowisk, jest pewnego rodzaju szkołą przetrwania. Sytuacje tego rodzaju mają nauczyć dzieci odnajdywania się w trudnych sytuacjach w życiu dorosłym. Z swojego doświadczenia wiem, że w każdej pracy czeka nas wyścig szczurów, w którym słabi niepewni siebie nie mają szans. Co prawda odnoszą sukcesy, ale przychodzi im to dużo trudniej.
Jednak nie rozumiem zupełnego ignorowania nauczycieli takich zachowań. Po prostu nie zrozumiem. Na jedno dziecko coś takiego może zadziałać mobilizująco, na drugie wręcz przeciwnie, może zadziałać miażdżąco. Może nie powinno się od razu burzyć murów szkoły, ale fajnie by było gdyby nauczyciele wspierali mentalnie uczniów z tego typu problemami. W końcu są pedagogami, których celem jest patrzeć w przyszłość swoich uczniów, pełnić rolę przewodnika oraz pomagać w trudnych sytuacjach.

Wiem coś o tym. Jestem dziewczynką z pierwszej ławki.

6 komentarzy:

  1. Mądre słowa. Ja chciałabym zaapelować do rodziców, aby nie oceniali innych po wyglądzie, zwłaszcza przy dziecku, bo to przecież od rodziców najpierw się uczymy. Czasami rozmawiamy między sobą i myślimy, że dziecko nie słyszy, gdy komentujemy ubiór pani na ulicy, czy wygląd pana w telewizji lub wagę dziecka sąsiadki...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz całą słuszność! Dziecko nawet gsy śpi przetwarza informacje.

      Usuń
  2. Byłaś taką dziewczynką, ale już nie jesteś. To choroba wieku dziecięcego, z brzydkich kaczątko żadko wyrastają łabędzie, czasem głupie gąski, ale najczęściej zwykłe kaczki właśnie.
    Też bywałam w pierwszej ławce, do pewnego czasu... Pewność siebie to cecha, której można właśnie w tym miejscu się nauczyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ławka nie ma tu znaczenia. A o te kaczki właśnie.

      Usuń
  3. Moja siostra jest nauczycielka i z tego co mi opowiada szkoła teraz to niezłe pole walki.Każdego dnia od nowa budujesz swój autorytet albo wejdą Ci na głowę.Pól roku temu moje siostrzenice musiały zmienić szkole bo byle gnębione przez przez rówieśników.Siostra zabrała je do szkoły w której sama uczy żeby czuły się bezpieczniej.Współczuje tym dzieciakom.My mieliśmy lepiej:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawdziwa walka o przetrwanie. Ja walczyłam.

      Usuń

Bardzo dziękuję za każde najmniejsze słowo. Proszę, nie bójcie się szczerości. Ściskam gorąco :)